top
logo


Suunto Core PDF Drukuj Email

Core

Suunto Core, test komputera trekkingowego

PDF Pobierz w formacie pdf

Wstęp

O marce suunto w zasadzie nie słyszałem dopóki nie zacząłem bliżej interesować się zegarkami a raczej komputerami trekkingowymi. Przez długi czas używałem zegarka CASIO ProTrek PRW-1500 i byłem z niego nawet zadowolony. Jednak w momencie gdy się zepsuł i stanąłem przed zakupem nowego modelu, chwilę się zastanawiałem przed wyborem nowej i nieznanej mi wcześniej marki, tym bardziej, że mało jest opinii na ten temat. Choć nie jest to test porównawczy w tekście parę razy porównuję te dwa komputery. Przed zakupem do Suunto musiałem się przekonać, jednak teraz nie zamieniłbym go na żaden inny i z perspektywy używania kilku już innych marek chciałbym swój wybór polecić wszystkim myślącym o zegarku górskim wysokiej klasy.

 

Wygląd i design

Zegarek jest dość duży nawet w swojej klasie zegarków, czym z resztą Suunto się wyróżnia. Stylistyką, wyraźnym się pierścieniem i okrągłym kształtem bardziej przypomina komputer nurkowy (w czym zresztą Suunto też dominuje), niż trekkingowy. Model Core występuje w kilku wariantach kolorystycznych: Black-Yellow, All Black, Orange, Orange-Black, Alu-Black, Extreme Silver, Extreme Everest, Light-Green, itd. Trudno zliczyć wszystkie dostępne odmiany, nawet na oficjalnej stronie Suunto nie spotkamy wszystkich odmian, gdyż coraz to nowe warianty wchodzą do produkcji. Trzeba przyznać, że Suunto przyjęło bardzo dobrą taktykę kierując jedno z najlepszych znanych mi „wnętrz” zegarków trekkingowych do bardzo szerokiego grona odbiorców, poprzez zróżnicowany wygląd. Wszystkie modele niezależnie od wersji różnią się tylko ceną, kolorem wyświetlacza (brązowy, czarny lub biały) i nieznacznie oprogramowaniem, ale z zachowaniem wszystkich tych samych funkcji i możliwości. Szkoda tylko, że ten sam model w innej obudowie może być nawet o połowę droższy, niż najtańszy Core. Tym samy trudno go oceniać za obudowę gdyż każdy wybierze coś właściwego dla siebie, od zegarka typowo do koszuli, po taki który pasuje do technicznej kurtki zimowej. Wszystkie mają jednak podobne cechy oraz wykonanie. Ja posiadam wersję Black-Yellow i tą też będę oceniał.

Core


Koperta, tak jak większości zegarków z kompasem wykonana jest z plastiku – dość odpornego na zniszczenia ale szybko się ścierającego, od normalnego użytkowania. Zegarek jest przez to cały „wypolerowany” w najbardziej narażonych miejscach. Plusem jest szkiełko ze szkła mineralnego, co czyni go bardziej podatnym na stłuczenie przy bezpośrednim uderzeniu, ale też bardzo trudnym do zarysowania. Pomimo bardzo intensywnego i aktywnego używania udało mi się zarobić na szkle tylko kilka bardzo małych i słabo widocznych zadrapań. Szkło na tarczy jest minimalnie wklęsłe, co niestety uniemożliwia „puszczanie zajączków”. Może to był zamysł projektantów ale moim zdaniem to mała drobnostka ale czasem się przydaje. Pasek wykonany jest z gumy bardzo lekkiej, wygodnej i odpornej na niskie oraz wysokie temperatury. Początkowo przyzwyczajony do ciężkiej tytanowej bransolety poprzedniego zegarka, chciałem pasek szybko wymienić na metalowy. Suunto ma w swojej ofercie stalowe i aluminiowe paski do Core ale niestety bardzo drogie. Pasek gumowy okazał się jednak bardzo wygodny, lekki i przede wszystkim wytrzymały. Nie udało mi się go zniszczyć czy urwać mimo iż bardzo się starałem.
Teraz wady: zdecydowanym minusem jest aluminiowy pierścień wokół tarczy we wszystkich odmianach tego modelu. Naprawdę nie wiem o czym myśleli projektanci umieszczając tak nieodporny na zniszczenia materiał w tak narażonym miejscu. W CASIO podobny ring wykonany jest z niemal pancernego węglika spiekanego (w zasadzie jedyna zaleta CASIO). Niestety Suunto na to nie wpadło i widać na tym elemencie ślady użytkowania w postaci przetarć, obić i zarysowań, szczególnie jeśli aluminium jest oksydowane na inny kolor niż srebrny. Całość, nie tylko poprzez wielkość sprawia jednak wrażenie solidnej, wytrzymałej konstrukcji i poprzez unikalny design jest marką łatwo rozpoznawalną i przyciąga wzrok. Mi się taki skromny, okrągły styl akurat podoba, ale zdania są różne. Jedno jest pewne, nie można o nim na pewno powiedzieć „bubel”, tak jak można czasem usłyszeć o innych markach z przesadzonymi wyraźnymi kształtami, co ma sugerować ekstremalność i wytrzymałość. Suunto wyróżnia się tutaj czym innym.
W komplecie przy zakupie dostajemy ładne pudełko, grubą instrukcję w kilku językach, instrukcję skróconą oraz małą karteczkę jak włączyć zegarek (fabrycznie przychodzi wyłączony). Niestety brak w zestawie instrukcji polskiej, ale tą można ściągnąć z Internetu. W samej instrukcji wyczytamy niewiele, pisana bardzo skrótowo i łopatologicznie, jak na zegarek dla profesjonalistów. Brak też w niej szczegółowych danych. Trzeba jeszcze napomnieć o baterii, jest to standardowa CR2032, do kupienia w każdym sklepie z tego typu rzeczami. Wymiany dokonać możemy sami i potrzebujemy do tego w zasadzie tylko monety 2zł. Średni czas życia baterii, jak podaje instrukcja to 12mc ale to bardzo zależy od intensywności użytkowania.

 

Funkcje i oprogramowanie

Obsługi zegarka można się szybko nauczyć jeśli tylko załapiemy podstawowe guziki. Menu tekstowe jest bardzo intuicyjne i w kilku językach (w tym polskim). Godzina na tarczy dobrze widoczna, wszystkie potrzebne funkcje łatwo dostępne i całe menu jest tak ułożone, że najczęściej używane opcje są pierwsze na liście. Zegarek wyposażony jest w 5 sekundowe piezoelektryczne podświetlanie (niestety bez regulacji czasu świecenia), które może jasnością nie powala ale pozwala na odczytanie wszystkich potrzebnych informacji z zegarka w ciemności. Tak jak we wszystkich zegarkach z piezoelektrycznym  podświetleniem światło „mruga” podczas używania kompasu albo specjalnie jest chwilowo wyłączane na czas pobierania odczytu, dlatego że światło uzyskane w ten sposób zakłóca działanie kompasu. Jest to wada bardziej technologiczna i widoczna we wszystkich takich zegarkach, więc nie poczytuję tego za minus, tak po prostu musi być.
To czym Suunto się zdecydowanie wyróżnia na tle konkurencji to oprogramowanie czyli wnętrze, oraz profile barometru. W CASIO i innych markach działanie wysokościomierza było łopatologiczne, czyli każda zmiana ciśnienia powoduje zmianę wysokości, nawet jeśli nie ruszaliśmy się z miejsca. Plusem takiego rozwiązania było to, że zawsze znaliśmy ciśnienie bezwzględne czyli realne na danej wysokości. Natomiast dopóki Suunto będzie znał wysokość na jakiej jesteśmy, zawsze będzie pokazywał ciśnienie, nie to jakie jest w rzeczywistości, ale to jakie panowałoby w tym miejscu na poziomie morza, czyli ciśnienie względne. Niestety duży minus za brak w menu szybkiej funkcji odczytania bezwzględnego ciśnienia, choćby z ciekawości jakie ciśnienie panuje na szczycie góry, na którą właśnie weszliśmy. Można to zrobić dopiero poprzez ukryte menu serwisowe. Wejście do tego menu wymaga wyłączenia zegarka, kasuje wszystkie niezabezpieczone zapisy dziennika, zajmuje kilkanaście sekund i też oficjalna instrukcja ani słowem nie wspomina o takiej możliwości. Z poziomu ukrytego menu można sprawdzić również wersję oprogramowania oraz wyregulować kontrast, choć zupełnie nie wiem czemu nie można tego zrobić „normalnie” w ogólnie dostępnym menu. Wyłączenie zegarka: wciśnięcie 4 skrajnych przycisków na parę sekund. Menu serwisowe: obudzenie zegarka przyciskiem Start/Stop i ponowne naciśnięcie oraz przytrzymanie tego przycisku po pokazaniu się napisu Suunto na wyświetlaczu.
Dużym plusem i tym co naprawdę imponuje jest niesamowita precyzja tak małego urządzenia. Mam tu na myśli barometr i oczywiście tym samym wysokościomierz. Ciśnienie zmienia się wraz z wysokością, niestety zmienia się również wraz z pogodą, co może powodować zafałszowania pomiarów. Jednak gdy pogodę mamy stałą a zegarek skalibrowany to precyzja kładzie na kolana wszelką konkurencję. W Casio pomiar wysokości był zaokrąglany do 5m i na dodatek wyliczany bardzo mało dokładnie. Suunto potrafi odnotować zmiany co 1m i w zasadzie wystarczy unieść zegarek metr nad ziemię żeby potrafił pokazać tak niewielką zmianę ciśnienia. Robi to szczególne wrażenie gdy idziemy po pochyłym terenie a zegarek odlicza nam wysokość co metr. Zaczynając wędrówkę wystarczy z mapy lub z GPSa wpisać mu wysokość na jakiej się znajdujemy i podczas całej wędrówki może się pomylić najwyżej o parę metrów. Przykładowo podczas wędrówki z Palenicy do schroniska w dolinie Pięciu Stawów Polskich, na miejscu nie pomylił się ani o metr. Większe błędy pomiaru zdarzają się dopiero powyżej 4000m n.p.m. gdzie wahania ciśnienia są znaczne uzależnione nie tylko od pogody ale wiatru i temperatury. Dokładność zegarka jest jednak jego największą cechą, nie tylko w trybie pomiaru wysokości. W funkcji barometru jego pomiar hPa prawie zawsze zgadza się ze stacją meteorologiczną a ewentualne błędy są kwestią zaokrągleń – dokładność Suunto to 1 hPa, profesjonalnej stacji 0,1 hPa.
Na tym jednak nie koniec, Suunto ma rozróżnione odpowiednie profile w zależności od tego co robimy: Altimetr, barometr, głębokościomierz i tryb automatyczny. Ten ostatni doskonale sprawdza się w górach. Zegarek normalnie pracuje w trybie barometru i jeśli wykryje „nagłą”, choć niewielką zmianę ciśnienia, automatycznie przełącza się w wysokościomierz. Gdy się zatrzymamy podczas wspinaczki na dłużej niż 5 minut zegarek przełącza się ponownie w barometr. Bardzo przydatne w górach ale denerwujące na co dzień. Wystarczy tylko wyjść do sklepu z mieszkania na pierwszym piętrze, zegarek tit-tit – alti. Stoimy w kolejce w sklepie, tit-tit – baro, wracamy i znowu to samo. W moim mniemaniu zegarek w tym trybie też szybciej zużywa baterię, bo pomiary wykonywane są co 60 sekund o pełnych minutach, jednak bardzo oszczędzona instrukcja o tym nic nie mówi. To co również wyklucza profil automatyczny na co dzień to duża wrażliwość czujnika ciśnienia na zmiany wilgotności. Wystarczy nawet umyć ręce w ciepłej wodzie, wejść do bardzo wilgotnego pomieszczenia, czy brać prysznic (nawet bez zamoczenia zegarka), żeby ten przełączył się w profil altimetru. To samo ma miejsce niestety podczas burzy i deszczu, zegarek co chwila się przełącza z trybu na tryb co denerwuje, dlatego na co dzień używam barometru i w altimetr czy tryb auto przełączam go wtedy kiedy tego potrzebuję. Przed samą burzą zegarek też potrafi ostrzec, interpretując duże spadki ciśnienia (<4hPa w ciągu 3 godzin). Jednak w praktyce tryb barometru wykonuje pomiary ciśnienia co 30 minut i tylko w tych odstępach czasu może włączyć alarm burzowy. Często alarm słyszymy gdy burza już trwa, ale czasami zegarek daje nam te kilkanaście minut na przygotowanie.
Zostaje jeszcze ostatni profil – głębokościomierz, co bardzo przydaje się podczas amatorskiego nurkowania. Zegarek bardzo precyzyjnie potrafi wyznaczyć głębokość na jakiej się znajdujemy +/- 10cm i do 10 metrów głębokości. Trzeba jednocześnie przyznać, że wodoodporność zegarka też jest jego mocną stroną. W prawdzie instrukcja jasno mówi, że nie należy pod wodą wciskać żadnych przycisków, to w praktyce nigdy na to nie zwracałem uwagi i nigdy nie zauważyłem choćby cienia pary na wewnętrznej stronie szybki. Jedno tylko o czym nie pomyśleli programiści to o umieszczeniu trybu głębokościomierza w profilu auto. Przykładowo jeśli stoimy nad morzem (zegarek w trybie barometru) i nagle zanurkujemy  to zegarek tit-tit przełączy się z barometru na altimetr i pod wodą pokaże, że nagle znaleźliśmy się kilkaset metrów p.p.m. Zgodnie z instrukcją zakres pomiaru zegarka to -500m p.p.m. do 9000m n.p.m. Jednak o ile nie miałem okazji znaleźć się powyżej 9000 metrów, tak jeśli zanurkujemy z trybem altimetru, zegarek pomiarem daleko wykracza poniżej podręcznikowe 500m p.p.m. więc zakres podany w instrukcji jest tylko orientacyjny.
Przyczepić się można jeszcze do budzika, trochę za cichy. Na co dzień się spisuje dobrze, ale jeśli śpimy gdzieś w namiocie, na lodowcu, zagrzebani głęboko w puchowy śpiwór i często podczas niesprzyjających warunków atmosferycznych, to usłyszenie zegarka jest niemal niemożliwe. Trzeba go nad głową sobie powiesić.
Z innych i pożytecznych funkcji mamy jeszcze kompas – dość precyzyjny, trudny do zakłócenia przez magnes i z funkcją możliwości ustawienia deklinacji magnetycznej oraz kalibracji. Suunto wyposażony jest również w termometr z zakresem -20 do +60ºC jednak bolączką wszystkich zegarków z tą funkcją jest to, że noszone na nadgarstku zawsze pokazują około 30ºC. Dla pomiaru otoczenia trzeba je zdjąć i chwilę odczekać. Pomiar jest zgodny z klasycznymi termometrami i nie ma rozbieżności. Dalej mamy stoper z dokładnością tylko do 0,1s ale w trybie którego nadal widzimy czytelnie godzinę, timer z regulacją i coś czego w innych markach nie spotkałem: możliwość zapisywania naszych zmian wysokości. Takie dzienniki można potem odtworzyć, a Suunto narysuje nam automatycznie wykres zmian wysokości czy głębokości nurkowania, pokaże czas i obliczy średnią prędkość wspinaczki – bardzo ciekawe funkcje no i w końcu hasło reklamowe suunto to „moves count”.

 

Podsumowanie

Zwykłych użytkowników pewnie odstraszy cena komputera (od około 800zł do 1400zł w zależności od obudowy). Jednak jeśli porównany ceny innych znanych marek i obliczymy wskaźnik cena/jakość to Suunto w mojej opinii wypada najlepiej. Poprzez mnogość funkcji, możliwościami przekracza również droższe modele tej samej marki, no i w końcu Core to następca legendarnego już Suunto Vectora. Model zyskał sobie wielu zwolenników oraz bardzo dobre opinie. Można bardzo łatwo znaleźć konkurencyjne marki, znacznie droższe a nie posiadające nawet połowy możliwości Core. Komputer ten polecam wszystkim fanom aktywnego wypoczynku, nie tylko w górach ale i nad wodą, a w szczególności tym którzy szukają przy tym profesjonalnego sprzętu z wyższej półki.
+ stylistyka i design,
+ bardzo dobre oprogramowanie wewnętrzne i dużo możliwości,
+ możliwość zapisywania naszych wycieczek w pamięci,
+ bardzo czuły i precyzyjny altimetr.

szybko niszczący się aluminiowy ring,
cichy budzik,
czujnik ciśnienia bardzo wrażliwy na wilgoć,
brak możliwości szybkiego odczytania ciśnienia bezwzględnego.

 

bottom
top

©


bottom

Valid XHTML and CSS.